Muzyka

niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 114

( KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ )


Oczami Carlosa:

Między mną a Tay układa się wręcz doskonale. Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nie sądziłem, że kiedykolwiek aż tak się zakocham. A co jest w tym wszystkim najlepsze ? Planuje się jej oświadczyć. Cholernie się boję ale muszę ją poprosić o rękę.

Oczami Tay:

Tak ! Jestem taka szczęśliwa. Mam cudownego chłopaka. Każdego dnia robimy coś razem. Niestety z samego rana wybył gdzieś z Loganem. A więc żeby się nie nudzić, dwie godziny sprzątałam dom. Potem wzięłam szybki prysznic, a następnie wzięłam się za gotowanie obiadu.

Oczami Carlosa:

Podjechałem z Loganem do jubilera. Spojrzałem na niego niepewnie. Cholernie bałem się jego o to zapytać, ale cóż to mój przyjaciel w końcu.
- Stary pomożesz mi wybrać pierścionek zaręczynowy ? - zapytałem.
- A na co Ci ? - zapytał zdziwiony.
- Chce się oświadczyć Tay...
- Co ?! -krzyknął Henderson. - Stary trzymam za was kciuki. - klepnął mnie uśmiechnięty po ramieniu.
- Dzięki. - uśmiechnąłem się. - To co ? Pomożesz ?
- No pewnie, że tak !
Weszliśmy do sklepu z biżuterią. Godzinę czasu zawracaliśmy głowę sprzedawczyni. Na szczęście dobrze mnie rozumiała. Kupiłem piękny pierścionek. Wróciłem z Loganem do domu. Weszliśmy do kuchni a tam Tay gotowała obiad.

Oczami Tay:

Usłyszałam chłopaków. Odwróciłam się w ich stronę uśmiechnięta.
- No w końcu. - podeszłam i pocałowałam ich w polik. - Co tak długo ? - zapytałam.
- Musiałem coś załatwić. - odpowiedział Carlos.
- Z Loganem ? - zapytałam.
- Ja chciałem z nim pogadać w cztery oczy. - wtrącił się Logan.
- A no chyba, że tak. - uśmiechnęłam się. - Siadajcie. Dam wam obiad.
- Dobra. - odpowiedzieli razem.
Poszliśmy do jadalni.

Oczami Carlosa:

Usiadłem z Loganem w jadalni. Okropnie się denerwuję. Próbuję tego nie okazywać. Niestety Logan to zauważył. Coś czuję, że będzie ciężko. Ale czego się nie robi w imię miłości.

Oczami Logana:

Zauważyłem strach w oczach Carlosa. Poklepałem go delikatnie po ramieniu uśmiechnięty. Nie może się tak łatwo poddać.
- Stary zrób to teraz.
- Boję się. - odpowiedział Pena. - W dodatku to nie będzie romantyczne.
- Zaufaj mi i to zrób.
- Dobra.
Tay przyniosła obiad i usiadła z nami. Jedliśmy obiad w ciszy. Patrząc na Carlosa myślałem, że padnę ze śmiechu. Błądził wzrokiem. Ani razu nie spojrzał na Tay. Po obiedzie pozbierałem talerze i wyszedłem by mogli zostać sami.

Oczami Tay:

Cholera ! Co się dzieje z Carlosem ?! Zawsze przy obiedzie tyle nadawał. A teraz ? Jest taki cichy i nie patrzył na mnie. Postanowiłam to ja pierwsza się odezwać.
- Carlos... Co się dzieje ? - zapytałam.
- Nic...
- Widzę...
- No dobra...
Spojrzałam na ukochanego przerażona.

Oczami Carlosa:

Klęknąłem przed Tay zdenerwowany. Spojrzałem jej w oczy.
- Tay... Dobrze wiesz, że Cię kocham, prawda ? - zapytałem.
- No tak... - odpowiedziała.
- A więc...Tay no nie wyrobię... Dobrze mi przy Tobie. Zapytam wprost. - wyjąłem z kieszeni w spodniach pierścionek. - Zostaniesz moją żoną ?
Patrzyłem na nią bez przerwy. Czułem jak cały drżę. A na swoje dłonie to już patrzeć nie mogłem. Zapewne także wariowały ze zdenerwowania.

Oczami Tay:

No to szok ! Carlos... Mój Miś poprosił mnie o rękę ! Wzruszona jak i rozbawiona spojrzałam na niego.
- Tak !  krzyknęłam szczęśliwa ze łzami w oczach. - Zgadzam się !
- Kocham Cię. - włożył mi pierścionek na palec.
- Ja Ciebie też.
Wtuliliśmy się w siebie. Teraz to ja jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.

Oczami Logana:

Podsłuchałem całą ich rozmowę. Ucieszyłem się gdy Tay się zgodziła. Nie mogąc dłużej wytrzymać, wparowałem do nich.
- No nareszcie ! - krzyknąłem szczęśliwy. - Gratuluję wam gołąbeczki.
Przytuliłem ich. Uwielbiam grupowe przytulanki. Przysiadłem się do nich i długo z nimi rozmawiałem.

Oczami Tay:

Wieczorem poszłam do sypialni z Carlosem. Gdy Pena usiadł na łóżku to ja usiadłam mu szczęśliwa na kolanach.
- Już po wszystkim ? Nie denerwujesz się ? - zapytałam troskliwie.
- Nie skarbie. - uśmiechnął się. - Bałem się tylko, że się nie zgodzisz.
- A jednak się zgodziłam.
Pocałowaliśmy się namiętnie z języczkiem. Mmm uwielbiam jego pocałunki. Są takie delikatne i pełne miłości.

Oczami Carlosa:

W końcu mogę odetchnąć z ulgą. Moja ukochana za jakiś czas będzie moją żoną. Po ślubie zostanie nam tylko staranie się o dziecko lub dzieci.
- Skarbie ile chcesz mieć dzieci ? - zapytałem.
- Dwoje, ale to dopiero po ślubie.
- A to dobrze. - wyszczerzyłem się. - Chcemy tego samego.
- Ze ślubem też się nie śpieszmy. - powiedziała wtulona we mnie.
- Dobrze.
Po długiej rozmowie jak i wspomnieniach wzięliśmy osobno prysznic, a następnie położyliśmy się do wygodnego łóżka.
- Obejrzymy jakiś film ? - zapytała Tay.
- Jasne. Horror ?
- Może być. - odpowiedziała.
Wziąłem laptopa i włączyłem film. Obejrzeliśmy go do końca. Potem odłożyłem sprzęt. Wtuleni zasnęliśmy

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział 113

( 3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ )


Oczami Brook:

Dwa miesiące temu mój ukochany James wyjechał w trasę koncertową na dwa miesiące. Strasznie za nim tęsknimy. Dobrze, że dzwoni do nas chociaż 4 razy w tygodniu choć na chwilkę. Ale wiecie co ? Dziś wraca ! Bardzo z tego powodu się cieszę. O 8 rano poszłam na zakupy z Davidem. Wróciliśmy z nich o 10. Mając na oku biegającego po domu syna pichciłam smaczny obiad dla dużego Misia.

Oczami Jamesa:

To były ciężkie dwa miesiące. Koncerty i wywiady. Kocham to, ale za to okropnie tęskniłem za swoją rodziną. Jestem już w drodze do domu. Na miejscu powinienem być koło 15. Nie mogę się już doczekać kiedy przytulę Brook i Davida.

Oczami Brook:

Po 13 poświęciłam czas synkowi. Bawiłam się z nim przez godzinę. Następnie po kaszce położyłam go w jego pokoju by się zdrzemnął. Po 15 przygotowałam  wszystko w jadalni i czekałam z utęsknieniem na ukochanego.

Oczami Jamesa:

Po drodze kupiłem duży bukiet róż. Dopiero o 15:20 zaparkowałem pod domem. Następnie wszedłem do domu i...

Oczami Brook:

Usłyszałam parkujący samochód. Wbiegłam do kuchni. Gdy wszedł to od razu się na niego rzuciłam szczęśliwa.
- James ! - wtuliłam się w niego na maxa uradowana.
- Brook skarbie... - przytulił mnie.
- Jak dobrze móc Cię dotknąć, zobaczyć i poczuć...
- Kochanie teraz jestem wasz.
Pocałowaliśmy się namiętnie z języczkiem. Nie mogę wciąż uwierzyć, że wrócił i mnie mocno przytula.
- Choć do jadalni. Zrobiłam Twojego ulubionego nadziewanego kurczaka.
- O proszę. - uśmiechnął się. - Dawno tego nie jadłem.
- Czyli trafiłam z obiadem ? - zapytałam.
- Tak. - uśmiechnął się. - Jadłem go ostatni raz przed trasą koncertową.
- Tak pamiętam. Wspólnie go przygotowywaliśmy.
Poszliśmy do jadalni. Tam jedliśmy smaczny obiad. Ukochany opowiadał ze szczegółami jak przebiegła cała trasa. Nie ukrywam byłam zazdrosna o fanki, które go przytulały co widziałam na filmikach i zdjęciach w internecie gdy go tu nie było.

Oczami Jamesa:

Rozbawiało mnie to gdy Brook była zazdrosna choć nie miała o co. Poza nią i synem świata nie widzę. Jakoś po godzinie 17 nasz śliczny synek przyszedł do mnie. Nakarmiłem go i następnie odszedłem z nim od stołu.
- Kochanie pomóc Ci posprzątać ? - zapytałem.
- Nie kotek. Idź lepiej pobawić się z Davidkiem.
- Dobrze.
Poszedłem z nim do salonu. Tam wyjąłem z walizki nowe zabawki i mu je dałem. On natomiast odłożył stare zabawki i bawiłem się z nim tymi nowymi. Mały bardzo się cieszył z nich jak i z tego, że wróciłem.

Oczami Brook:

James poszedł z Davidem do salonu. A więc ja zaniosłam talerze do kuchni. Następnie pomyłam naczynia. Po wszystkim zrobiłam nam kawę i zaniosłam do salonu.
- Kawę Ci zrobiłam.
- Dziękuję. - wziął i się napił. - Pyszna jak zawsze
- Nie ma za co. - puściłam mu oczko.
Patrzyła na nich jak się bawią przez jakiś czas. Są tacy słodcy. Dam sobie rękę uciąć, że David będzie taki podobny do Jamesa. Już widzę jak laski za nim latają.

Oczami Jamesa:

Wieczorem wykąpałem synka. Następnie go nakarmiłem. Godzinkę później usypiałem małego w jego pokoju śpiewając kołysankę. Gdy zasnął ruszyłem w stronę łazienki gdzie miała czekać Brook.

Oczami Brook:

Umówiłam się z Jamesem w łazience gdy utuli Davidka do snu. Nalałam wodę do wanny, przyniosłam szampana i kieliszki. Po chwili nalałam płyn do wody i weszłam naga do wanny.

Oczami Jamesa:

Wszedłem do łazienki. Rozebrałem się uśmiechnięty. Wziąłem butelkę szampana i ją otworzyłem. Nalałem alkohol do kieliszków.
- Za co pijemy ? - wszedłem do wanny.
- Za Twój powrót do domu mięśniaku
Stuknęliśmy się delikatnie kieliszkami. Wypiliśmy trunek. Potem wykąpaliśmy się i wyszliśmy z wody. Ubraliśmy się w piżamy i udaliśmy się do sypialni. Położyliśmy się wygodnie na łóżku.
- David był grzeczny ? - zapytałem.
- Czasem dał popalić, ale to tylko dziecko. - odpowiedziała.
- Racja. - zaśmiałem się.
- Ale Twoi rodzice mi pomagali. Codziennie wpadali.
- Wiem. - pokazałem jej język.
- Prosiłeś ich o to ? - zapytała.
- Nie musiałem. Sami zaproponowali. - odpowiedziałem rozbawiony.
- Są bardzo kochani. Jestem im niezmiernie bardzo wdzięczna.
- Cieszę się kochanie.
- Zmęczony ? - głaskała mnie po torsie.
- Oj tak, ale wytrzymam jeszcze.
- Misiu mogę się Tobą jutro nacieszyć. - uśmiechnęła się.
- Na którą budzik nastawić ? - uśmiechnąłem się.
- Nie nastawiaj. Jak dla mnie to możesz spać do południa. Abyś wstał na pyszny obiadek.
- Na taką odpowiedź czekałem. - pocałowałem ukochaną.
- Śpij Misiu.
- Dobranoc Kicia.
Przytuliłem Brook do siebie. Ułożyłem się wygodnie i dość szybko zasnąłem.

Oczami Brook:

Spojrzałam na niego uśmiechnięta. Wtuliłam się w jego tors i również zasnęłam. W końcu mogłam spać spokojnie. Nie muszę się martwić ty, że coś może mu się stać.

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 112

Oczami Jamesa:

Piękna niedziela... Słonko świeci a ja nadal w kropce... Już dłuższy czas myślę nad nową piosenką, ale brakuje mi rymów... Nie wiem dlaczego. Usiadłem z kartką papieru i gitarą na tarasie. Zacząłem grać i śpiewać:

Goniąc cienie krążące wokół przyciemnionego pokoju (...)

Zaśpiewałem zwrotkę i refren... Nagle cisza... Nie wchodzi mi nic co mógłbym użyć.

Oczami Brook:

Usłyszałam grę na gitarze i śpiew na tarasie. Uśmiechnięta poszłam tam cicho. Nagle usłyszałam ciszę z jego ust, ale grał dalej tą melodię. Nie wiem jak, ale miałam pomysł co by mógł dalej zaśpiewać... A więc zaczęłam śpiewać wyraźnie:

Wydostałam się gdy potrzebowałam Cię tu (...)

Zaśpiewaliśmy wspólnie cały kawałek. Przytuliłam się do ukochanego. Wybaczcie, że nie napisałam całej piosenki, ale mam swoje powody.

Oczami Jamesa:

Spojrzałem z niedowierzeniem na Brook. Przyznam przytkało mnie lecz szybko się otrząsłem i wróciłem do normalności.
- Kochanie jesteś wielka ! - pocałowałem ją.
- Nie ma za co. - zaśmiała się.
- Ale kochanie... Jak ?
- Normalnie jak słyszę coś fajnego to chętnie coś dodam od siebie.
- Dobrze wiedzieć - uśmiechnąłem się.
Zapisałem wszystko jak należy z pomocą Brook. Coś czuję, że to będzie hit. Jestem pewny, że spodoba się to fanom.


( NASTĘPNEGO DNIA )


Oczami Jamesa:

Z samego rana pojechałem do studia. Na miejscu razem z Jay'em... Tak. Ten gość pomaga mi w studio gdy tylko ma czas. Nagrywam dziś w jego studiu. Tak więc od 3 godzin nagrywamy piosenkę...

Oczami Jay'a:

Cholera co się dzieje z tym kolesiem ? Tak dobrze mu szło na początku i się zaczęło walić.
- Stary co się z Tobą dzieje ? - zapytałem.
- Nie wiem... Czegoś mi tu brakuje... - oznajmił.
- A może kogoś ?
- Możliwe.. Najlepiej jakbym zaśpiewał to z jakąś kobietą...
- Ktoś Ci pomagał to pisać ?
Zadawałem non stop pytania, ale chciałem mu pomóc. To naprawdę świetny kawałek.
- Moja żona...
- Ładny ma głos ?
- Stary gdybyś ty ją usłyszał... Świetnie śpiewa. - uśmiechnął się.
- No to dzwoń do niej i zaśpiewajcie to razem. - podałem mu telefon.
- Oby się zgodziła. - zaśmiał się.

Oczami Jamesa:

Wziąłem telefon od Jay'a i zadzwoniłem do ukochanej. Powiedziałem jej co i jak. A ta ? Bez wykręcania zgodziła się ! Co ja bym bez niej zrobił. Jest taka kochana.
- I co ? - odezwał się Jay.
- Zaraz tu będzie. - odpowiedziałem zadowolony.
- No to nagrywamy Twoje partie a jak ona wpadnie to zaczynamy z nią.
- Dobra
I zaczęliśmy całą produkcję od nowa. Wychodziło mi teraz o wiele lepiej. Nie mogę się doczekać końcowego efektu.

Oczami Brook:

Po telefonie Jamesa szybko zawiozłam syna do Carlosa. Poprosiłam go by się nim zaopiekował gdyż James chce bym zaśpiewała w jego piosence. Ten natomiast zabrał mi synka i pogonił. Pojechałam pod wskazany przez Jamesa adres. Weszłam do środka i ujrzałam chłopaków czekających na mnie.

Oczami Jamesa:

Godzinę później ujrzałem Brook. Podszedłem do niej i czule pocałowałem. Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Na pewno chcesz zaśpiewać ? - zapytałem.
- Dla Ciebie wszystko kochanie. - uśmiechnęła się.
Usiedliśmy i puściliśmy jej to co już nagraliśmy.

Oczami Brook:

Wsłuchiwałam się w nagranie, które mi puścili. Jest całkiem niezłe. Bez zastanawiania i długiego czekania weszłam do budki i ja zaczęłam śpiewać swoje partie. Niestety ze mną było troszkę ciężko. Często się myliłam. Na szczęście po kilku godzinach było ok i skończyliśmy nagrywanie.

Oczami Jay'a:

Cholernie jestem z nich dumny. To co nagrali jest rewelacyjne. Opowieść o nieszczęśliwej miłości... Spodobał mi się zero przerabiania głosu. Wszystko poszło jak należy. Puściłem im to i oboje byli zachwyceni.
- No kochani szykuje się hit. - pogratulowałem im.
- To dzięki tobie - odpowiedział James. - Bez Ciebie tak by nie wyszło.
- Bez przesady. - zaśmiałem się.
- Dobra dobra - zaśmiała się Brook i ucałowała mnie w policzek.

Oczami Jamesa:

Wziąłem płytkę z nagraniem i pożegnaliśmy się. Wracając do domu odebraliśmy synka od Peny. W domu nakarmiliśmy, wykąpaliśmy jak i ułożyliśmy do snu naszego brzdąca. Fox jak zwykle położył się przy łóżeczku by pilnować Davidka. Kochany psiak. My natomiast po tych czynnościach zrobiliśmy sobie romantyczną kolacje przy świecach.

Oczami Brook:

Jedząc kolację wpatrywałam się w mojego przystojnego męża. Jestem z niego taka dumna. Dobrze, że dąży do swoich marzeń.

Oczami Jamesa:

Rozmawialiśmy przy kolacji o moich planach muzycznych. Bardzo się cieszę, że Brook będzie mnie wspierać za każdym razem. Będzie mnie pchać w dalsze losy kariery. Widzi jak kocham muzykę i to jak oddaję się aktorstwu. Bardzo ją kocham nie tylko za to. Po kolacji wspólnie pozmywaliśmy. Następnie wzięliśmy wspólną kąpiel. W końcu po 23 położyliśmy się padnięci do łóżka. Dobrze jest móc odpocząć po tak ciężkim dni jaki był dzisiaj.

Oczami Brook:

Leżąc tak wtulona w Jamesa w myślach nuciłam sobie tą piosenkę. Nie chciała wyjść mi z głowy nawet na chwilkę.
- Kochanie dziękuje - odezwał się ukochany.
- Nie dziękuj misiu. - spojrzałam na niego.
- Ale ja chce.
- Jak uważasz wariacie
- Jak coś to chyba będę po ciebie dzwonić.
- Kochany mój wiesz dobrze, że ja mam swoje marzenia... Swoją firmę... Chce dążyć do swoich celów... - pogładziłam go po policzku.
- A jak poproszę byś tylko słuchała jak z kimś innym nagrywam ? - zapytał.
- A no to wiesz dobrze, że wpadnę. - zaśmiałam się.
Zmęczeni przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy. Wiedzieliśmy, że David zrobi nam wcześnie pobudkę. Byle by to nie była 5 rano. James musi mi się wyspać by mógł jakoś funkcjonować jutro. Gdyż chce wpaść z nimi do jego rodziców na ploteczki. Dawno u nich nie byliśmy. Musimy to zmienić. Z resztą pewnie stęsknili się za Davidkiem jak i on za nimi. A Emma ? Jego siostry córka wprost przepadają za sobą. Także jutro czeka nas długi wspaniały dzień w gronie rodzinnym.

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 111

( DZIEŃ PRZED URODZINAMI LOGANA )


Oczami Brook:

Wiem, że od dawna Logan spotyka się z Claudią więc ją do nas zaprosiłam by zaplanować imprezę dla Logana z okazji jego 26 urodzin. To musi być odjazdowa impreza. Ale stop kochani. Nie tylko Claudia wie o tej imprezie. Wiedzą o niej wszyscy za wyjątkiem solenizanta.

Oczami Jamesa:

Koło godziny 16 zebraliśmy się w naszym domu. Gadaliśmy kilka godzin co zrobić by ten nie spodziewał się takiej imprezy. Powiem wam jedno... Impreza zacznie się od 13. Tak to by się skapnął jeśli zrobilibyśmy ją nieco później.

Oczami Claudii:

Szczęśliwa po rozmowie z Brook i Jamesem wróciłam do domu. Po godzinie postanowiłam zadzwonić do Logana.

Oczami Logana:

Od rana siedzę na siłowni i ćwiczę. Chce dobrze wyglądać. Koniec z objadaniem się. Wieczorem wziąłem prysznic i położyłem się w swoim łóżku. Nie minęła chwila jak usłyszałem dzwoniący telefon. Odebrałem go wiedząc, że to Claudia.
- Słucham Cię maleńka ?
C: Cześć Logan. Co jutro robisz o 13 ? - zapytała.
- Raczej nic, a co ?
C: Muszę się spotkać z Brook w jej domu... Wiesz projekty...
- Nie chcesz być tam sama ?
C: Zgadza się. Pojedziesz ze mną ?
- Pewnie. To będę po Ciebie o 13. Najwyżej chwilkę się spóźnimy.
C: Jesteś kochany. Bardzo Ci dziękuje.
- Nie ma za co.
Rozłączyłem się i szybko zasnąłem padnięty.


( NASTĘPNEGO DNIA - URODZINY LOGANA )


W domu każdy potajemnie się szykował i wychodził z rana by pomóc w przygotowaniach do imprezy. U każdego z domowników pretekst to praca... Naiwny Logan uwierzył.

Oczami Logana:

Super wszyscy poszli pracować a ja jedyny zostałem w domu. Muszę się czymś szybko zając, bo zwariuję. Po 12 pojechałem po Claudie. Dojechałem do jej domu o 12:40. Zatrąbiłem. Długo nie musiałem czekać od razu wyszła ślicznotka.

Oczami Claudii:

Gdy zauważyłam samochód Logana to szybko dałam znać Brook, że do nich jedziemy. Uśmiechnięta po chwili wsiadłam do jego samochodu. Pocałowałam go w policzek.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Witaj. - odwzajemnił uśmiech. - Ślicznie dziś wyglądasz.
- Dziękuję.
Pojechaliśmy w końcu. O 13:30 byliśmy na miejscu.

Oczami Logana:

Zapukaliśmy lecz nikt nie odpowiadał. Lekko nacisnąłem klamkę w drzwiach. Drzwi otwarte ? Jak nigdy... Weszliśmy do salonu.
- James ? Brook ? Jesteście ?! - rozglądałem się.
- NIESPODZIANKA ! - krzyknęli wszyscy wyskakując zza kanapy lub pokoju obok.
- O cholera ! - zaśmiałem się.
- Wszystkiego Najlepszego - pocałowała mnie Claudia w usta.
- Dziękuje wam kochani !
Nie spodziewałem się takiej niespodzianki. Myślałem, że popołudniu coś wymyślą a ja się wymigam a tu coś takiego. SZOK !

Wszyscy zaczęli śpiewać Loganowi urodzinową piosenkę. Chłopak widać było po nim... Strasznie szczęśliwy... Bawili się nieźle. Logan cały czas tańczył z Claudią, nie spuszczał z niej wzroku. Coś chyba będzie między nimi. Oby się tylko nie pokłócili z byle powodu. Widać gołym okiem, że do siebie pasują. Dużo alkoholu, jedzenia. Śpiewali i tańczyli dość długo. Impreza skończyła się tuż po 21. Oczywiście każdy został już na noc by na drugi dzień odjechać swoim samochodem.

Oczami Logana:

Leżałem z Claudią na kanapie w salonie. Obejmowałem ją. Dłonią pogładziłem jej policzek uśmiechnięty.
- Kogo był to pomysł ? - zapytałem.
- Mój, Brook i Jamesa. - uśmiechnęła się.
- Świetna impreza. Nigdy jej nie zapomnę.
- Ani ja
Pocałowałem ją czule w usta. Na szczęście odwzajemniła.  Coś czuję, że się chyba zakochałem. Claudia jest cudowna.

Oczami Claudii:

Mmm pocałunek od solenizanta. Tak długo o nim marzyłam. Na szczęście to marzenie się spełniło. Kto wie może niedługo coś z tego będzie. Zrobię wszystko by go nie stracić jak i nie zranić. On zasługuje na szczęście. Jest taki dobry.


( DZIEŃ PO URODZINACH )

Wszyscy skacowani... Ale było warto. Takie imprezy rzadko się obchodzi choć niedługo kolejna biba. Po śniadaniu każdy wrócił do domu swoim samochodem. Natomiast Logan najpierw odwiózł Claudię a następnie sam wrócił do siebie by odespać kaca. Po co mają się męczyć skoro można iść spać.



KOCHANI. URODZINOWY ROZDZIAŁ ! A WIĘC NIC INNEGO JAK HAPPY BIRTHDAY LOGAN HENDERSON !

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 110

( KILKA MIESIĘCY PÓŹNEJ )


Oczami Brook:

Minęło już tyle czasu... Moja firma się rozkręciła dzięki Claudii. Świetnie się razem dogadujemy. Pracujemy ze sobą 6 dni w tygodniu od rana do wieczora. Na całe szczęście mój ukochany mąż odwiedza mnie często razem z naszym synkiem Davidem. Nasz synek ma już 4 latka... Tak szybko ten czas leci. Wszystko jest takie idealne. Szkoda to wszystko zepsuć.

Oczami Jamesa:

Dziś postanowiłem, że odwiedzę żonę razem z synkiem. Ale y nie jechać sam wziąłem telefon i miałem zamiar zadzwonić do Logana. Niestety on był szybszy.

Oczami Logana:

Cały dzień rozmyślałem o Claudii. Tak rzadko się widujemy. Po długim namyśle wziąłem telefon i zadzwoniłem do Jamesa.
J: Halo ?
L: Siema stary. Co ty na to byśmy odwiedzili dziewczyny ? - zapytałem uśmiechnięty.
J: Właśnie miałem do Ciebie dzwonić z tą samą propozycją. - zaśmiał się Maslow.
L: No to co ? Szykuj Davidka a ja za pół godziny po was będę.
J: No ok czekamy.
Rozłączyłem się. Zadowolony użyłem swoich ulubionych perfum. Po 5 minutach wsiadłem w samochód. W drodze do Jamesa kupiłem dwa bukiety róż. Jeden dla Claudii a drugi dam Jamesowi by wręczył Brook. Gdy dojechałem to James już stał z synem przed domem. Zatrąbiłem, bo wiem, że mały uwielbia samochody.

Oczami Jamesa:

Do samochodu Logana włożyłem fotelik. Następnie na nim posadziłem Davida i zapiąłem mu pasy. Nie będąc obojętny wsiadłem obok syna by czuł się raźniej,
- Stary co to za kwiaty ? Mogę jeden bukiet odkupić od Ciebie ? - zapytałem.
- No pewnie. Specjalnie dwa kupiłem. - zaśmiał się Logan prowadząc.
- Wielkie dzięki.
- Nie ma za co
20 minut później byliśmy na miejscu. Wziąłem kwiaty i syna. Wszyscy weszliśmy do biura. Dziewczyny w tym czasie piły kawę i chyba omawiały kolejny projekt.

Oczami Brook:

Pracowity dzień... Niech on się skończy. Do popołudnia siedziałyśmy nad projektami. W końcu zrobiłyśmy sobie kawę i ją piłyśmy nadal omawiając co i jak.
- Siemano laseczki ! - krzyknął James.
- Mama ! - mały David podbiegł do niej i się przytulił.
- Cześć wam - uśmiechnął się Logan.
James mnie przytulił i dał kwiaty. Zadowolona ucałowałam go jak i synka. Następnie kwiaty włożyłam do wazonu stojącego na moim biurku.
- Miła niespodzianka kochani.
- Tęskniliśmy bardzo za Tobą.
- Kotek wiesz, że ten projekt jest bardzo, ale to bardzo ważny... - oznajmiłam.
- Tak wiem. Wpadliśmy tylko na chwilkę. Chcieliśmy Ciebie zobaczyć i dać buzi.
- To miło z waszej strony.
Ponownie ucałowałam moich chłopców. Po krótkiej chwili wyszli razem z Loganem.

Oczami Claudii:

No nie wierzę. Logan się stęsknił za mną. Kochany chłopak. Wzięłam od niego kwiaty. Następnie przytuliłam się do niego. Poczułam perfumy, które dostał ode mnie. Mmm uwielbiam je.
- Co pana tu sprowadza ? - zapytałam.
- Tęsknie kochanie... - spojrzał.
- Jutro się widzimy - uśmiechnęłam się.
- Trzymam Cię za słowo.
Pocałowaliśmy się namiętnie. Potem Logan wyszedł z Jamesem i małym. Och jak ja się cieszę, że mam takiego cudownego chłopaka. Jest taki wrażliwy i opiekuńczy. Mój kochany...

Oczami Logana:

Odwiozłem Jamesa z synem do domu. Jadąc chwile rozmawialiśmy o mnie i Claudii. Przyznam wam, że ona jest inna niż Anna. Choć może to tylko pozory. Wiem jedno... Nie wezmę tak szybko ślubu. Po godzinie wróciłem już do domu. Poszedłem do siebie. Ogarniałem długo nie sprzątany pokój.

Oczami Jamesa:

Po powrocie znów zajmowałem się synkiem. Długie zabawy... To jest to co lubimy najbardziej zwłaszcza gdy musimy gonić Fox'a, który podkrada nam zabawki i ucieka. Totalne szaleństwo. Wieczorem po nakarmieniu i wykąpaniu syna zasnąłem z nim na kanapie. Niestety w nocy zastałem obudzony przez Brook, która kazała mi pójść do sypialni. Ona natomiast poszła zanieść synka i wróciła do mnie. Zasnęliśmy w końcu razem.

Oczami Tay:

Siema ! Dlaczego o mnie i Carlosie nic nie ma ? Otóż ja i Pena jesteśmy na małych wakacjach. Chcieliśmy odpocząć od wszystkiego. Taka chwila ciszy. Jedynie co wam mogę zdradzić to to, że u nas jest doskonale. Świetne się razem bawimy i oby tak było dalej.

Oczami Carlosa:

A ja wam zdradzę to, że jest hotel, woda, piasek. Żyć nie umierać. Tak dobrze to ja się jeszcze nie bawiłem. Będę musiał namówić Tay na to byśmy tu jeszcze z tydzień zostali. Uwielbiam to miejsce. Zapewne ona też.

Oczami Kendalla:

A co u mnie słychać ? Dość często odzywa się do mnie Amy... Rozmawiam z nią lecz to już nie jest to samo co było. Oczywiście odwiedzam także grób swojego dziecka. Jakoś sobie z tym wszystkim radzę... W końcu mam wsparcie u rodziny jak przyjaciół. Jestem im niezmiernie wdzięczny.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 109

Oczami Jamesa:

Jakoś tak dziwnie się zrobiło po pogrzebie małej Niny. Jakaś inna wydała mi się Amy. Nie sądziłem, że tak postąpi... Że zostawi mojego przyjaciela samego z tym wszystkim. Najlepiej jak zostawi go w spokoju. On zasługuje na kogoś kto go pokocha i nie zostawi z byle powodu. Gdzie jakiekolwiek wsparcie ? Niech ona tylko wróci to jej wygarnę ! Wybaczcie, że krzyknąłem, ale nie da rady mówić o tym spokojnie.

Oczami Brook:

Wiecie co ? Myślałam, że na pogrzebie rozszarpie Amy. Widziałam jak odpychała od siebie Kendalla. Co ona sobie myśli ?! Jak może tak traktować wspaniałego mężczyznę ? Ani razu jej nie zdradził. Poza nią świata nie widzi. Choćby nie wiem co my... Tak my przyjaciele Schmidta pomożemy mu się pozbierać. Szkoda nam się go zrobiło. Nie pozwolimy by był sam. Na pewno nie teraz.

Oczami Logana:

Na pogrzebie byłem z Claudią. Wiem nie powinienem, ale nie chciałem tam pójść sam. Co dziwne ? Amy mnie wkurzyła. Wracałem tuż za nimi po wszystkim i co zauważyłem. Uderzyła go w policzek. Niestety nie usłyszałem o co jej chodziło. Miałem ochotę podejść do nich i ją rozszarpać, ale nie bije kobiet. Nie spodziewaliście się takich zdarzeń co ? Najlepiej jak wezmę rozwód. Koleś się pozbiera za jakiś czas tak jak ja. Zawsze będzie mógł na mnie liczyć. Nie no szlak mnie trafia jak o tym pomyślę.

Oczami Carlosa:

Logan opowiedział mi o całym zdarzeniu... Ja się jej tak nie przyglądałem. Ale bez kitu... Jakoś ja jej od początku nie trawiłem. Nie chciałem wam o tym mówić. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie...

Oczami Tay:

Na pogrzebie ciągle tuliłam odtrąconego przez Amy Kendalla. Płakał strasznie. Nikogo tak załamanego jeszcze nie widziałam... Zrobiło mi się go tak bardzo szkoda... Z całych sił starałam się by choć na chwile się uspokoił. Niestety nie udało mi się...


( TYDZIEŃ PÓŹNIEJ )


Oczami Kendalla:

Nie mogłem tak całymi dniami przesiadywać w pokoju i wypłakiwać za Amy jak i za córeczką... Bardzo mi dziewczyn brakowało. Amy ? Nadal nie dała znaku życia. Nie wiem co robić... Gdzie jej szukać... Zszedłem wieczorem do salonu. Przywitałem się z domownikami i usiadłem w fotelu. Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę by nie myśleć. Na szczęście w tym wyręczył mnie mój przyjaciel Logan.

Oczami Logana:

Zauważyłem schodzącego do nas Kendalla. Ucieszyłem się jak i go przywitałem. Podałem mu piwo gdy usiadł.
- Jak się czujesz stary ? - zapytałem.
- Kiepsko... Brakuje mi dziewczyn...
- Chłopie brakuje Ci Amy ? Widziałem jak Cię uderzyła...
- To moja wina. Naskoczyłem na nią.
- Chłopie ogarnij się. Musisz jakoś żyć.
- Postaram się.
Poprosiłem Carlosa by odpalił jakąś komedię. Nie musieliśmy długo czekać. Rozsiedliśmy się. Oglądając komedię dużo piliśmy jak i się śmialiśmy.

Oczami Kendalla:

Tego właśnie mi brakowało po stracie moich kobiet. Piwo, film i głośny śmiech. Brakowało jeszcze dobrego jedzenia. Przez alkohol strasznie się chce jeść jak wiadomo. Ale cóż kochana Tay zrobiła nam kanapki jak i doniosła piwa. Ona chyba chce nas upić. Udało jej się tylko tyle wam powiem.

Oczami Tay:

Zmywałam naczynia w kuchni gdy nagle z salonu dobiegł mnie głośny śmiech. Ale... Ej ja słyszę śmiech Kendalla. No w końcu do nas zszedł. I jak się nie mylę to chłopaki go chcą rozpić. No to ja im pomogę. Przygotowałam im kanapki i zaniosłam do salonu razem z piwami.
- Żarełko ! - krzyknął Carlos.
- Jedzonko. - poprawił go Logan i zdzielił poduszką.
- Nie poprawiaj mnie ! - zaśmialiśmy się. - Jesteś kochana dzięki.
- Nie ma za co chłopaki. Jak coś to ja w pokoju jestem.
- Niedługo tam przyjdę. - puścił mi oczko Carlos.
Ukradkiem wysłałam całusa do Peny i udałam się do jego pokoju. Powinnam pójść do siebie, ale u niego jest takie wygodne łóżko.

Oczami Carlosa:

Siedzieliśmy dość długo w salonie. Mało wypiłem z Hendersonem. Dlaczego ? Schmidt nam piwa podbierał. Widocznie potrzebował karuzeli w główce. Następnym razem wypijemy po drinku i nic więcej.


( NASTĘPNEGO DNIA )


Oczami Kendalla:

Od rana męczył mnie kac, ale co tam. Chciałem się upić by zapomnieć na chwilkę. Na szczęście dziś mam jakiś taki dobry humor. Poprosiłem Tay by poszła ze mną na grób małej jak i na zakupy. Chce odświeżyć swoją garderobę. Tak zrobiliśmy. Zajęło nam to kilka godzin. Masakra... Wróciliśmy do domu wieczorem padnięci. Za to, że była ze mną to i ja jej zasponsorowałem trochę ubrań. Protestowała, ale dała się potem namówić. Dobrze wie, że jak ja się uprę to nie ma odwrotu. Po krótkim odpoczynku usiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy grać w pokera. Nie wiem jak to zrobiła ale ta wariatka Tay wygrywała ciągle. Mogę powiedzieć, że ten dzień był dniem wspaniałym. I to dzięki moim najlepszym przyjaciołom. Są dla mnie jak rodzina i to się nigdy nie zmieni. Nawet nie pozwolę by ktoś naszą przyjaźń zepsuł.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 108

( KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ )


Oczami Kendalla:

Kilka miesięcy już mieszkam u rodziców Amy. Pomagam ukochanej jak tylko mogę by się nie przemęczała. Dziś z samego rana dostała skurczy i będzie rodzić. Czekam w poczekalni. Nie dałem rady wejść by móc trzymać ją za rękę. Jestem na to za słaby. Na szczęście jestem w poczekalni z jej rodzicami i kuzynem Ethan'em.

Oczami Amy:

Na porodówce sama naturalnie rodziłam. Szkoda, że mój ukochany nie dał rady być ze mną. Ale wiecie co ? Pochwalę się wam. Miesiąc temu wzięliśmy cywilny ślub. Dlaczego nic o tym nie wiecie ? Nic specjalnego się nie działo. Nie było wielkiego przyjęcia. Skromna krótka uroczystość. Jest nam z tym dobrze. Chociaż dziecko przyjdzie na świat mając rodziców po ślubie. Urodziłam śliczną córeczkę po kilku godzinach. Nazwałam ją Nina. Po porodzie zasnęłam zmęczona. Nie wiem co się działo przez ten czas. Przespałam kilka godzin. Nie spodziewałam się, że wszystko tak się potoczy... Że nadejdzie koniec...

Oczami Kendalla:

Kilka godzin później wyszedł w końcu lekarz prowadzący. Zniecierpliwiony podbiegłem do niego i zacząłem wypytywać.
- Doktorze co z dzieckiem ? Jaka płeć ? Jak czuje się Amy ? - zadawałem wiele pytań.
Zauważyłem u lekarza dziwną minę... Jakby coś się stało... Co się do cholery dzieje ?! Niech tak długo nie trzyma mnie w niepewności.
- Proszę mi wybaczyć, ale pana córeczka zmarła po przyjściu na świat... Nic nie dało się zrobić.
- Tylko nie to...
Popłakałem się momentalnie. Rodzina Amy próbowała mnie pocieszyć lecz to nic nie dało... Boję się reakcji ukochanej na ten temat. Załamie się, a ja nie umiem jej pocieszyć. Nie spojrzę jej w oczy.

Oczami Amy:

Obudziłam się następnego dnia wypoczęta. Obejrzałam się po sali za córeczką. Niestety nigdzie jej nie ma. Ale do sali na szczęście wszedł Ethan. Wydawał się być bardzo smutny. Przeraziło mnie to. Bałam się, że coś się stało i się nie myliłam.

Oczami Ethana:

Powiedziałem Kendallowi, że ja jej powiem co się stało. Koleś nie mógł wydobyć z siebie ani jednego słowa. Wszedłem więc do sali Amy załamany. Nie potrafiłem ukryć smutku. Usiadłem przy kuzynce. Złapałem ją za rękę.
- Jak się czujesz ? - zapytałem.
- Dobrze... Coś się stało ? - spojrzała mi w oczy.
- Tak... - poleciały mi łzy. - Małej Niny serduszko nie wytrzymało... - przytuliłem ją.
- Co ?! - krzyknęła. - To nie prawda !
- Amy też nie możemy w to uwierzyć. Próbowali ją ratować, lecz im się nie udało.
- Gdzie jest Kendall ! Chce do niego...
- Kendall załamał się i siedzi przed szpitalem. Jest nieobecny...
- Zawołaj go...
Odwróciła się do mnie tyłem. Ja poszedłem po Kendalla. Usiadłem na schodkach obok niego przed szpitalem. Poklepałem go po ramieniu.
- Amy chce się z Tobą widzieć...
- Jak się czuje ? - zapytał.
- Nie pytaj...
Pomogłem mu wstać i poszedł. Roztrzęsiony wyjąłem paczkę papierosów. Obiecałem sobie, że przestanę palić, ale przez coś takiego... Na pewno nie teraz. To może zaczekać...

Oczami Amy:

Po wyjściu Ethana wpadłam w histerię. To nie może być prawda ! Moja mała córeczka nie mogła umrzeć ! Przecież była zdrowa ! Muszę wyjechać... Nie dam rady tu być... Wyjadę sama bez Kendalla. Mam nadzieję, że to zrozumie...

Oczami Kendalla:

Wszedłem niepewnie do sali Amy. Usiadłem przy niej. Złapałem za rękę choć ta ją szybko zabrała. Zrobiło mi się przykro z tego powodu.
- Kochanie... Chciałaś mnie widzieć...
- Co zrobiliśmy źle ? - spojrzała na mnie.
- Nic. Bardzo uważałaś na siebie.
- Kendall ja tak nie mogę. Wyjadę na jakiś czas po pogrzebie naszej córki... Sama...
- Wrócisz prawda ? - zapytałem załamany.
- Nie wiem...
Kilka dni zajmowałem się Amy choć mnie odtrącała od siebie. Nie pozwalała się przytulić. Zupełnie nic... Nawet się do mnie nie odezwała...


( KILKA DNI PÓŹNIEJ )


Oczami Amy:

Godzinę temu był pogrzeb mojej córeczki... Była z nami nasza rodzina jak i przyjaciele. Nie radzę sobie... Straciłam osobę, którą tak bardzo kochałam. Wróciłam z resztą rodziny jak i Kendallem do domu. Wyjęłam spakowane walizki... Pożegnałam każdego z osobna. Nikomu nie zdradziłam i nie zdradzę gdzie wyjeżdżam. Chce być sama. Muszę się jakoś oswoić z taką stratą bliskiej mi osoby.

Oczami Kendalla:

Po powrocie pomogłem Amy z walizkami. Spakowałem je do taxi. Załamany podszedłem do niej. Spojrzałem jej w oczy.
- Musisz wyjechać ? - zapytałem. - Kiedy wrócisz ?
- Kendall muszę... A kiedy wrócę ? Sama jeszcze nie wiem.
- Odezwiesz się czasem ?
- Tak...
- Kocham Cię skarbie.
Pocałowaliśmy się namiętnie. Przytuliłem ją mocno na koniec. Nie chciałem jej puścić. Niestety wyrwała się z mojego uścisku. Wsiadła i pojechała... Tyle ją widziałem... Słuch na jakiś czas o niej zaginął. Ja następnego dnia wróciłem do chłopaków i Tay. Musiałem znów jakoś funkcjonować choć to było bardzo trudne...

Oczami Amy:

Poleciałam jak najdalej od LA. Wiem, że źle postąpiłam, ale musiałam. Nie chciałam by każdy mi współczuł. Najbardziej szkoda mi Kendalla, ale on to zrozumie kiedyś. I mam nadzieję, że mi to wybaczy. Nigdy o nim nie zapomnę. Dlaczego tak mówię ? Otóż nie wiem czy jeszcze wrócę do LA i do niego. Kocham go... Kocham bardzo... Niestety będzie bardzo mi przypominał o Ninie...